Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Białe Miasto

Białe Miasto

Pierwsze notki mi znikają, jak chcę zmienić, to przeskakuje mi na taką samą ilość jak wcześniej, więc te notki można przeczytać tylko jak się wejdzie na archiwum.
***************************
Oślepiło ją białe światło. Słyszała jęki, głosy, zawodzenia. Po chwili wszystko ustało. Otworzyła powoli oczy. Przed nią rozciągało się coś, co kiedyś z pewnością było pięknym lasem. Spalona i sucha gleba gdzieniegdzie pękała, tworząc przerażające ciemne szczeliny, przy każdym kroku kurz wzbijał się w powietrze, utrudniając oddychanie, a powykręcane, stare konary drzew odstraszały zagubionych już z daleka. Jednak wiedziała, że nie ma wyjścia. Ruszyła przed siebie, uważając, żeby nie złamać nogi w jednej z czarnych czeluści. Słońce paliło ją boleśnie, tak, że co jakiś czas musiała oblewać się obficie wodą. Nie było wiatru. Nie wiedziała nawet, że jest obserwowana. Zza wysuszonych szkieletów drzew ktoś stale obserwował Jane Riddle. Nie przeszkadzało mu gorąco i duszność, ale widział wyraźnie, że inaczej było z dziewczyną. Szła coraz wolniej, i nawet jej zdumiewające zdolności kontrolowania żywiołów jej nie pomagały. Ogień, a w tym i palące promienie słońca, mimo, że mogła nimi manipulować, odbierały jej energię szybciej niż inne żywioły. Po dłuższym czasie marszu była tak wyczerpana, że padła twarzą w twardą ziemię i zaległa bez ruchu. Obserwator podszedł bliżej, przerzucił ją przez ramię i ruszył do przodu.
***
Jane otworzyła oczy. Czuła pulsujący ból w skroniach. Potarła je delikatnie. Ból na chwilę ustąpił, tylko po to, aby wrócić ze zdwojoną siłą.
- Nie dotykaj – powiedział jakiś cienki głosik tuż obok jej łokcia – Berta mówiła, żeby nie dotykać, bo będzie bardziej boleć. – dziewczyna rozejrzała się powoli. Leżała na drewnianym łóżku z lnianą narzutą. Pomieszczenie miało kształt prostokąta. Pod ścianami było więcej łóżek. Było też kilka otworów w ścianach, służących jako okna. Podobnie wyglądały drzwi. Mimo iż na dworze było nieziemsko gorąco, w pomieszczeniu panował przyjemny chłód. Głos należał do małej dziewczynki. Miała długie rude włosy, zaróżowione policzki i szare oczy. Była ubrana w gdzieniegdzie poprzecieraną lnianą sukieneczkę. Patrzyła na nią uważnie.
- Kim jesteś ? I co to za miejsce ? – zapytała Jane.
- Jestem Aiuria, ale wszyscy mówią mi Ai. Jesteś w wiosce Herdyt. – w tej samej chwili do chaty weszła przysadzista kobieta. Miała krótkie siwe włosy i tak jak Ai szare oczy.
- Same zamieszanie z nimi… - mruczała pod nosem – Co, tarłaś skronie ? No to pięknie, będę miała więcej roboty… - złapała gliniany garnek i włożyła tam rękę. Gdy ją wyciągnęła, na jej placach znajdowała się lepka żółtawa maść.
- Berta, przecież ona nie wiedziała… - wtrąciła dziewczynka. Starsza kobieta prychnęła z irytacją
- Oczywiście ! Nikt nigdy nie wie ! A co ja jestem, że mam wszystkich pilnować ? – Berta zaczęła z furią sparować skronie Jane dziwną substancją.
- I nie waż mi się tego dotknąć ! – warknęła jeszcze, i wyszła
- Nie martw się. Berta jest taka narwana chyba od zawsze…
- Słyszałam !!! – dobiegł je wrzask. Ai wzruszyła ramionami.
- Będziesz mogła wstać dopiero wieczorem. Tobie przeszkadza gorąco, prawda ? – Jane potwierdziła – Wieczorem jest już chłodno. – oznajmiła dziewczynka. Przyniosła jej miskę z jedzeniem. Jane, choć nie wiedziała co to, spróbowała. Nie smakowało źle, więc zjadła więcej. Ai przyglądała się. W jej oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Uśmiechała się ciągle podczas posiłku dziewczyny. Gdy skończyła, Ai natychmiast przybrała dawną minę. Dalszą część dnia Jane przespała. Ai cały czas stała przy niej, patrząc się na nią drapieżnie. Kiedy nadszedł wieczór, obudziła ją.
- Nasz przywódca chce się z tobą widzieć. – powiedziała. Jane wstała bez większych trudności. Mała Ai dreptała za nią i wskazywała kierunek. Mijały domki, Jane niestety nie miała pojęcia z czego mogą być zrobione. Wszystkie były małe. Doszły na środek wioski. Z chaty takiej jak wszystkie inne (tylko jej ściany były czarne a wszystkie inne domki były jasnoszare) wyszedł wysoki mężczyzna w samych spodniach z lnu. Ukłonił się uprzejmie przed dziewczyną.
- O pani, mam do ciebie wielką prośbę… - zaczął
- Słucham ?
- Od wielu lat nasza wioska żyje w ubóstwie ponieważ pewien bardzo ważny przedmiot, dzięki któremu byliśmy szczęśliwi został zaklęty przez złe czarownice. Ukryły go tam – wskazał placem na cmentarz, który leżał na północnej stronie wioski – Nie mamy tam wstępu. Gdybyś mogła…
- Jasne. Jak to wygląda ? – rzuciła Jane przyglądając się cmentarzowi. Dostała opis i ruszyła razem z Ai, która chciała jej towarzyszyć. Przy metalowej bramie rozstały się. Robiło się coraz ciemnej, Jane musiała bardzo uważać, żeby nie wpaść na jakiś nagrobek. Cmentarz, szczególnie w ciemności, był bardzo przerażający. Większość płyt nagrobnych było poprzewracanych, lub zarośniętych bluszczem. Cały cmentarz był ogrodzony niskimi, metalowymi drutami, w wielu miejscach powyginanymi. Na samym środku zamajaczył jakiś kształt. Jane pstryknęła palcami. W jej dłoni zapłonął płomień. Teraz widziała już wyraźnie. Ogromny srebrny puchar po brzegi wypełniony czerwoną gęstą substancją. Zapaliła kilka ogników w powietrzu tak, aby mogła bez przeszkód wrócić. Jane przeniosła puchar w powietrzu za pomocą wiatru. Ai przywitała ją wylewnie i z uśmiechem szła za nią w stronę wioski. Wzrok małej dziewczynki był utkwiony w ogromnym naczyniu. W jej oczach było widać chciwość. Jane przekazała kielich wodzowi wioski. Wokół nich zgromadzili się wszyscy mieszkańcy.
Mężczyzna podniósł puchar wysoko w górę, po czym wypił dwa łyki czerwonej cieczy. Oblizał wargi i podał naczynie Ai, która wypiła tyle samo i podała go Bercie, i tak dalej, aż puchar by pusty, a cała wioska wypiła dokładnie dwa łyki tajemniczego napoju. Wtedy właśnie zaczęło się dziać coś dziwnego. Wszyscy ludzie zaczęli krzyczeć. Padli na ziemię w drgawkach. Po paru sekundach znieruchomieli. Jane zakryła ręką usta. Przez nią umarła cała wioska ! Nagle z ziemi podniósł się wódz. Coś się zmieniło. Jego skóra była szarawa i jakby obwisła, w czole widniała wielka dziura na wylot. Podniósł lewą rękę, z której zostały tylko kości i wyciągnął palec w stronę Jane
- Ty naiwna dziewucho, dałaś nam to czego potrzebowaliśmy od zawsze… Krwi, która uwolniła nas od tych przeklętych ludzkich ciał ! Aiuria, ile jeszcze ? – rzucił w stronę dziewczynki. Jane, której cała uwaga była pochłonięta mężczyzną – zombie, nie zauważyła, że reszta mieszkańców również powstała. Z niektórych zostały same szkielety, ale większość miała na sobie jeszcze kawałki gnijącej skóry. Ai odwróciła głowę. Jane wrzasnęła. Szare oczy dziewczynki zniknęły. Zamiast nich pojawiły się ziejące pustką oczodoły. Resztka rudych włosów zwisała żałośnie z gnijącego czoła. Jedno ucho oderwało się do połowy. Z lewego policzka wystawała zakrwawiona strzała.
- Jeszcze trzy sekundy, dwie, jedna… - wycharczała. Jane poczuła, że opuszczają ją wszystkie siły. Opadła bezwładnie na ziemię.
- Zawsze miałeś dryg do przyrządzania trucizn Darenie – warknęła Berta do mężczyzny z trzema dziurami w brzuchu, który podnosił właśnie rękę z ziemi – Świeża krew… Nareszcie ! – zachęcone tym okrzykiem inne gnijące ciała ruszyły szybciej na Jane, która skupiła całe swoje siły by obronić się jedyną możliwa rzeczą – żywiołami. Kilka pierwszych trupów upadło na ziemię w asyście czerwonych płomieni. Jane skrzywiła się. Jej wysiłki na nic się nie zdały. Zombie, które podpaliła wstały z obrzydliwym rechotem. Dziewczyna zamknęła oczy oczekując ciosu. Jednak zamiast niego usłyszała wrzaski i skowyty. Uniosła powoli powieki. Wokół niej utworzył się krąg z wysokich postaci w białych szatach. Zombie uciekały od nich w popłochu. Każda z osób w kręgu podnosiła rękę, a w tym samym momencie na któregoś trupa padał snop światła, po czym pochłaniała go ziemia. Jane oglądała zagładę trupów ledwo otwartymi oczami. Chciało jej się spać, a siły wciąż ją opuszczały. Poczuła tylko jak ktoś bierze ją na ręce i niesie. Chciała zaprotestować, ale nie miała siły. Usłyszała stłumione szepty
- Czy ona jeszcze żyje ?
- Pewnie, że żyje, przecież oddycha…
- Pytałam się dla pewności !
- Nie wrzeszcz tak, pogarszasz sprawę…
- A ty co ? Nagle stałeś się uzdrowicielem ? Od krzyków nic jej nie będzie. – Jane poczuła coś miękkiego pod sobą – Ona będzie spała W MOIM ŁÓŻKU ???
- Oczywiście, że tak. Przyniosę ci drugie, nie denerwuj się. Zobacz, chyba zasnęła…
***
Kiedy Jane otworzyła oczy, czuła się jak nowonarodzona. Przeciągnęła się leniwie.
- Nie delektuj się tak – usłyszała dziewczęcy znudzony głos. Poderwała się jak oparzona i spojrzała w stronę głosu. Na łóżku obok leżała mała dziewczynka w białej koszulce na którą spadały kaskady krwistoczerwonych włosów. Miała bladą cerę i miodowe oczy. Uśmiechała się leniwie.
- Czemu się patrzysz ? – zapytała. Jane zatkało. Kompletnie nie wiedziała co powiedzieć. Do małego pokoiku o kremowych ścianach w którym się znajdowały wszedł wysoki chłopak. Tak jak dziewczynka miał bladą cerę i miodowe oczy, ale jego włosy były granatowe. Był diabelnie przystojny. Jane wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Ubrany był tylko w białe krótkie spodenki. Miał ładnie wyrzeźbione mięśnie brzucha. W rękach niósł tace z jedzeniem. Uśmiechał się.
- Wstałaś już ? Jak się czujesz ? – zapytał. Miał niski, męski głos.
- D-dobrze – wyjąkała. Chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej i postawił tace na łóżku Jane.
- Jedz. – polecił – Tori, co jej powiedziałaś ? – rzucił chłopak w stronę czerwonowłosej. Wzruszyła ramionami.
- Gapiła się na moje włosy. Ciekawe co zrobi jak zobaczy włosy Wielkiego… - zachichotała – Braciszku, przecież ja nic jej nie mówię… - niedowierzająca mina ze strony jej brata – No dobra, nie byłam zbyt uprzejma, ale nic ci do tego ! – zawołała. Jane spojrzała na miskę z jedzeniem. Ostatnim razem kiedy jadła, opadła całkowicie z sił, i miała wątpliwości, czy próbować przyjmować coś od innych, po tej aferze z zombie.
- To nie trucizna – powiedziała zniecierpliwiona dziewczynka – Patrz – wzięła kawałek mięsa i zjadła. – Ooo… Kto dzisiaj gotuje ?
- Kirr. – odparł chłopak
- Czyli dzisiaj będzie świetna wyżerka… - rozmarzyła się. Jane zjadła kęs i zostawiła.
- Dlaczego… ?
- Nie jestem głodna… - Jane wyprzedziła pytanie chłopaka. Spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- No cóż… Zostawię to, jeśli będziesz jeszcze głodna, to zjesz. A przy okazji, jestem Ivan – uśmiechnął się czarująco. Jane mogłaby przysiąc, że się zarumieniła.
- Jane – podała mu rękę, a on zamiast uścisnąć, pocałował ją w dłoń. Policzki zaczęły ją palić.
- Zawstydzasz dziewczynę buraku – rzuciła dziewczynka – Jestem Tori, siostra Ivana. Chcesz zobaczyć Białe Miasto ? – zapytała. Jane przytaknęła.
- Najpierw trzeba ci tylko znaleźć jakieś białe ubrania, bo mogą cię zamknąć… Ivan !!! – wrzasnęła nagle. Jej brat podskoczył
- CO ???
- Mamy jeszcze Zmieniacz ? – Ivan pokiwał głową – Chodź Jane, zaraz będziesz miała ubranie. – złapała dziewczynę za rękę i wyciągnęła z łóżka. Wybiegła z pokoiku do trochę większego pomieszczenia.
- Pokój Ivana – wyjaśniła pośpiesznie i wyciągnęła ją przez kolejne drzwi. Wyszły na dwór. Wszędzie było pełno soczyście zielonej roślinności. Były w lesie.
- Widzisz ten dół ? – zapytała Tori pokazując wielką dziurę w ziemi. Na ścianach tej dziury znajdowały się wielkie, białe kamienie. W dole była woda.
- Wejdź tam i pomyśl jakbyś chciała wyglądać. Pamiętaj, że ubranie i włosy muszą być białe. Zobacz. – Tori wskoczyła do środka. Gdy zanurzyła się w wodzie… zniknęła. Po chwili jednak wynurzyła się. Teraz miała burzę białych włosów i białą sukieneczkę na ramiączkach.
- Na początek może wyobraź sobie, że masz białego, długiego, grubego warkocza związanego wysoko na głowie, i jakąś krótką sukienkę. Masz ładne nogi, powinnaś je pokazywać. – stwierdziła. Jane wzruszyła ramionami i zrobiła tak, jak jej poleciła Tori. Po przemianie poszły pomiędzy drzewa i już po paru minutach ujrzały pierwsze zarysy budynków. Potem zobaczyły miasto w pełnej okazałości. Wielkie, białe budynki, a pomiędzy nimi mnóstwo białowłosych ludzi w białych szatach. Długo zwiedzały miasto, oglądały wszystko, a potem poszły do Wspólnej Sali na posiłek. Tym razem głód zwyciężył i Jane zjadła wszystko co było na talerzu. Widziały też Wielkiego, chociaż to określenie nie bardzo do niego pasowało. Wielki kierował Białymi Ludźmi. To on wymyślił Zmieniacze, i pozwolił mieć kolorowe ubrania i włosy ale tylko poza miastem. Sam jako jedyny w mieście ma kolorowe włosy. Jane nie mogła powstrzymać śmiechu, gdy razem z Tori natknęły się na niego. Włosy mieniły mu się wszystkimi kolorami jakie tylko istnieją, a, że sam Wielki jest małym i grubym jegomościem, wyglądało to po prostu komicznie. Miał też duże poczucie humoru, rozśmieszył obie dziewczyny do łez. Kiedy wróciły, było już ciemno. Ivan spał, albo po prostu leżał w łóżku, trudno było stwierdzić. Ponownie zanurzyły się w Zmieniaczu. Tori znów miała masę czerwonych włosów, a Jane zmieniła kolor warkocza na butelkowo zielony. Tori stwierdziła, że ślicznie w nim wygląda. Mała dziewczynka wyjaśniła jej, że wybierają różne dziwne kolory włosów, a nie na przykład brązowe, ponieważ Biali Ludzie chcieli się czymś wyróżniać. Gdy już leżały w miękkich łóżkach, Tori powiedziała
- Wiesz, chyba mój brat się w tobie zadurzył… - zaczęła. Jane spojrzała na nią i wybuchnęła śmiechem. Po chwili uspokoiła się i wyjaśniła zdziwionej dziewczynce, że od bardzo dawna nie myślała o swoim życiu uczuciowym i trochę ją zaskoczyło nagłe stwierdzenie Tori.
- Poza tym mam chłopaka. – skończyła. Rozmawiały jeszcze trochę, a potem obie zasnęły.
***
Rano Tori wstała pierwsza. Poszła do Zmieniacza, zmieniła sobie kolor włosów na ostry fiolet i poszła coś zjeść. Była w trakcie przygotowywania sobie śniadania, kiedy usłyszała pukanie. Otworzyła drzwi. Stał w nich Wielki, z bardzo zaniepokojoną miną. Co chwilę przeczesywał palcami swoje kolorowe włosy.
- Coś dziwnego dzieje się w mieście ! – zaczął na wstępie – Kilka budynków się spaliło, Wiele potopiło, naprawdę nie wiem… - wołał zaaferowany. Przez jego krzyki obudził się Ivan i Jane.
- Dzień dobry – Ivan uśmiechnął się do Jane i ukłonił grzecznie, po czym przepuścił ją w drzwiach. Dziewczyna zaczerwieniła się i przeszła odwzajemniając uśmiech.
- Coś się stało ? – zapytała, widząc wielce poruszonego Wielkiego. Mały człowieczek opowiedział wszystko. Jane była pewna, że wie co to. Teraz sobie przypomniała, że kiedyś, na jednej z lekcji żywiołów Natasha mówiła jej, że księga znajduje się w Białym Mieście, ale ona oczywiście kompletnie o tym zapomniała !
- Księga Żywiołów ! – zawołała nagle, przerywając Wielkiemu bardzo malowniczy opis pożaru.
- Co Księga ??? Jest bezpieczna w krypcie…
- Ale my nie jesteśmy bezpieczni !!! Proszę mnie tam zaprowadzić ! – kiedy chciał coś powiedzieć wrzasnęła tylko – NATYCHMIAST !!!!! – Wielki wybiegł z domu tak szybko jak pozwalały mu jego małe tłuste nóżki. A, że jego bieg nie był za szybki, to Ivan, Jane i Tori nadążali za nim idąc szybkim truchtem. Ominęli Białe Miasto i zagłębili się w las. Szli dosyć długo, przedzierając się przez zarośnięte ścieżki. Stanęli przed wielką jaskinią.
- To tu. Uważaj, każdy kto próbował tam wchodzić, umierał !
- Jakoś nie robi to na mnie wrażenia… - Jane weszła tam szybko. Ogarnęły ją ciemności. Tak jak na cmentarzu pstryknęła palcami i zostawiła w powietrzu kilka płomieni. Zauważyła drzwi. Podeszła do nich i otworzyła. Na samym środku ogromnej komnaty znajdował się kamienny gargulec. Jane weszła dalej. Nagle zatrzymała się na wpół kroku. Spojrzała w dół.
- Co za prymitywy… - westchnęła i przeszła nad cienką, prawie niewidoczną linką, która zapewne uruchamiała jakąś pułapkę. Ominęła jeszcze kilka podobnych „pułapek” i doszła do gargulca, który w szponiastych łapach trzymał normalnych rozmiarów książkę oprawioną w czerwoną skórę. Kiedy chciała dotknąć księgi, gargulec ożył i z rechotem uskoczył przed jej ręką.
- Jesteś wybranką ? – zaskrzeczał, ganiając po sali naokoło Jane.
- Oczywiście. – warknęła – Oddawaj księgę !
- Odpowiedz na pytanie ! Jeśli jesteś wybranką, będziesz musiała wiedzieć !
- No to gadaj – rzekła Jane zrezygnowanym głosem.
- Kto pierwszy okiełznał moc żywiołów ?
- Nie wiem… - posąg już chciał coś powiedzieć, ale dziewczyna mu przerwała – Wiem ! To ma na pewno związek z imionami żywiołów… Chwilkę… - myślała jakąś minutę, aż w końcu powiedziała
- Enna.
- Jak zgadłaś …???
- Oire, Wiaan, Grann, Wlada. Ostatnie litery. – posąg fuknął ze złością i wypuścił księgę na głowę dziewczyny.
- Masz !!! – Jane dotknęła księgi. Ponownie oślepiło ją białe światło, i nie widziała już nic poza bielą.
*********************************
Zbliżamy się do końca mojego opowiadania. Dziękuje wam za tyle komentarzy :D Jesteście kochani :* Oczywiście proszę o jeszcze więcej :) Tą notkę chciałam zmieścić jeszcze przed rokiem szkolnym, bo następnej trochę nie będzie. Trzeba się zacząć uczyć niestety :/ Dobra nie będę truła :P Pozdro i komentować !

Marta 2/09/2006 16:25:25 [Powrót] Napisz co o tym sądzisz



siema!masz spox blogs!piszesz hm...fascynującą opowieść!bez obrazy!narkas!
malwi 7/09/2006 14:37:10
| brak www IP: 87.105.18.18

Szkoda, że kończysz :(
Ale mam nadzieję, że zaczniesz jakieś nowe opowiadanie :)
Tanya 6/09/2006 20:07:26
| brak www IP: 83.15.13.46

Przeczytałam dopiero 2 pierwsze notki bo nie mam za bardzo czasu, ale zapowiada się luxpostaram się najknajszybciej przeczytac wszystko:) i oczywiście dodaje do ulubionych
YwKa 6/09/2006 16:38:35
| brak www IP: 83.28.251.175

Nota super:D Hermiona gdzie się nie pojawi oczarowuje przystojniaków;P Najpierw w wiosce druidów, teraz tu... Szkoda tylko, że opowiadanie zblża się ku końcowi...
Pozdro for you XD XD XD
Tabi 4/09/2006 14:08:00
| brak www IP: 62.179.65.146

Ooo.. mieć taki zmieniacz :) ale by było fajnie :D Zbliżamy sie do końca opowiadania?! CO?! Nie rób mi tego! Masz pisać zawsze!!! No może nie zawsze ale pisz jeszcze dłuuugo... prosze, prosze, prooooosze.. :)
Lilka 3/09/2006 16:23:49
| brak www IP: 212.76.37.164

Ej dlaczego do konca ? :D Ja nie chce ! Fajna notka =] Bardzo fajna :D Czekam na dalsza czesc ale niena ostatnia XD pozdro
...:::JD:::... 3/09/2006 07:15:11
| brak www IP: 87.207.254.159

Zbliżamy się do końca opowiadania? No co ty! To się tak fajnie czyta... Ja nie chcę żeby się skończyło!!
A wracając do noty to oczywiście świetna jak zawsze ;) Chciałabym mieć taki zmieniacz :D pozdrawiam :)
videl 2/09/2006 23:51:36
| brak www IP: 83.5.11.36

Booomba część, zcekam na następnom i dziękuje za komcia :)
Elizabeth Riddle 2/09/2006 22:13:44
| brak www IP: 83.15.24.178

a co ja mam tu pisać...jak zwykle zarąbiasty odc:P
Patryśka 2/09/2006 20:00:24
| brak www IP: 83.26.117.85

No dobrze i dzie czekam na ekscytującą kańcówke:P
Olusia 2/09/2006 18:07:44
| brak www IP: 83.23.67.147


Podstrona: *1* / 2





Lay by by Lily only for Marta
Don't Copy!!!
Ci, Którzy Się Wpisali

Strona Główna


Dodaj Mnie Do Ulubionych

Haha xD A co ja jestem? Sami się domyślcie xD




79479 osób odwiedziło tego bloga


Linki
Atak na Hogwart :)
Filmik o Snape' ie :)
Śpiewający Snape
Sexy Snape
Fałszujący ptaszek :)
Test na nerwy
Ubierz sławną gwiazdę
Wojna ikonek :)
Po prostu życie . . .
Zasady ruchu drogowego :D
Złodziej kursorów :)
Oceny :)
Magical Hermi
Europe and Italy
Pechowa Olimpiada :D


Ulubieni








Archiwum

2007
Listopad
2006
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń



Lily

Muzyka z szablony.cabanet.pl