Zakończenie
Steven Wollers przemierzał szybko mroczny cmentarz. Fukał co chwilę ze złością. Ach te dzieciaki ! Znowu poprzewracały mnóstwo nagrobków, a władze miasta nie chcą ich należycie ukarać ! Gdyby to zależało od niego, to teraz ci wszyscy chuligani sprzątaliby kryptę i wszystkie trumny z nieboszczykami czekającymi na zakopanie w ziemi ! Ogarnęła go furia, że musiał sam radzić sobie ze sprzątaniem tego cholernego cmentarza ! Miał już dość, a że nie był młody, pilnowanie porządku było dla niego trudne. Do tego miał poważne kłopoty z kręgosłupem. Steven skręcił i wszedł do jednej z krypt.
- Witajcie moi drodzy sztywni przyjaciele – rzucił w stronę trumien i zarechotał – Czemu jesteście dziś tacy zimni ? – ponownie zaśmiał się a odgłos rozniósł się po całym pomieszczeniu. Mężczyzna właśnie złapał miotłę, aby zamieść podłogę, kiedy usłyszał ciche skrzypnięcie. Odwrócił się w stronę trumien. Z przedrażnieniem spostrzegł, że jedno drewniane wieko było otwarte, a ze środka trumny ktoś wychodzi. Steven patrzył na postać młodego chłopca, który był coraz bliżej niego.
- Odejdź gnido ! – wrzasnął w końcu zdrętwiałymi ze strachu ustami. Zamachnął rękami, tak jakby odganiał od siebie natrętne
owady i zaczął się cofać. Postać podniosła rękę
- Proszę… - wyszeptał głos. Steven przestał się cofać i wsłuchał się. Było w nim tyle smutku i cierpienia…
- O co mnie prosisz trupie ? – powiedział, rozglądając się za dogodną kryjówką.
- Niech mi pan pomoże… - chłopak upadł na zimną posadzkę. Starzec podszedł do ciała leżącego na ziemi, i obrócił je na wznak. Chłopak był młody, miał rozczochrane kruczoczarne włosy i dziwną bliznę w kształcie błyskawicy. Na nosie spoczywały potłuczone okulary. Z ust i z uszu płynęły mu strużki krwi. Widocznie chłopak długo przebywał w zamkniętej trumnie. Steven podniósł go i oparł plecami o ścianę.
***
- No dalej ! Obudź się ! – krzyczał ktoś potrząsając Harrym. Chłopak otworzył gwałtownie oczy
- CO ??? – wyrwało mu się. Przed nim stał mały chłopczyk ubrany w znoszone ubrania. Patrzył na niego w skupieniu. Trwali tak dłuższy czas w ciszy. Harry poczuł się zakłopotany. Właśnie chciał coś powiedzieć, kiedy do pomieszczenia wpadła kobieta.
- Och, obudziłeś się… - mruknęła podchodząc do niego – Roy, idź na dwór, jest ciepło… - rzuciła w stronę chłopczyka, który posłusznie wyszedł. Kobieta usiadła na stołku, który stał obok łóżka, na którym leżał Potter. Uśmiechnęła się lekko i sięgnęła po wilgotną ścierkę. Przejechała nią po brwiach Harry’ ego, który spojrzał na nią pytająco.
- Mój synek ma magiczne zdolności. Ja i Steven jesteśmy charłakami, ale Roy ma talent. Zabarwił ci brwi na czerwono – wyjaśniła przepraszająco – Ale już są normalne. – usadowiła się wygodniej - No więc, co robiłeś w trumnie ? – naskoczyła na niego nagle – Mój mąż mówił, że wyszedłeś z trumny, prosiłeś o pomoc, a potem upadłeś…
- Walczyłem, i w ostatniej chwili zdążyłem się teleportować… Ale nie zdążyłem pomyśleć dokąd chcę polecieć…
- A z kim walczyłeś ?
- Z moją Hermioną…
- Dlaczego walczyłeś ze swoją dziewczyną ? Zdradziłeś ją, czy co ?
- Jej ojciec, Voldemort… - kobieta syknęła głośno – …zamącił jej w głowie. Wmówił jej, że jest zła. Musze się dostać do jego twierdzy… - rzucił i teleportował się.
***
Jane opuściła rękę patrząc na miejsce gdzie przed chwilą był Harry. Do celi wpadła Rita, rzucając się dziewczynie na szyję
- Pozbyłaś się go ! Wreszcie ten cholerny Potter zniknął z powierzchni ziemi !!! – wywrzaskiwała jej nad uchem. Jane z uśmiechem przepełnionym satysfakcją wyszła z pomieszczenia. Lord Voldemort spojrzał na nią z nieukrywaną dumą. Młoda Riddle’ ówna stanęła naprzeciwko swojego ojca i powiedziała :
- To było dziecinnie proste. Nawet się nie zasapałam ! – to powiedziawszy upadła wyczerpana wprost w ramiona ojca, który wykazał się niezwykle szybkim refleksem i złapał córkę, zanim spadła na posadzkę. Wziął ją na ręce i zaniósł do jej pokoju. Obudziła się po czterech godzinach. Przeciągnęła się leniwie, już całkowicie wypoczęta i napotkała zmartwione spojrzenia jej męża i najlepszej przyjaciółki. Spojrzała się nich pytająco
- Zemdlałaś ! Ale wiesz co ? Nie dość, że rozpufnęłaś (nie czepiać się, to moje ulubione słowo =P A Rita jest roztrzepana) Pottera, to jeszcze doskonale opanowałaś siły żywiołów ! - wyrzuciła z siebie Rita na jednym wydechu. Draco usiadł na łóżku.
- Jak się czujesz ? – zapytał czule. Jane oznajmiła, że wspaniale, ale zaraz potem pobiegła do łazienki, bo mdłości znów ją dopadły.
- Wiesz co ? – Rita zwróciła się do Malfoya – Naprawdę ją polubiłam. I nawet spodobała mi się rola jej przyjaciółki. – oznajmiła. Draco uśmiechnął się pod nosem. Od początku się tego spodziewał. Teraz będzie mógł bez przeszkód być mężem i ojcem, nie obawiając się, że Potter będzie zagrożeniem.
- Więc możesz przestać udawać i naprawdę stać się jej przyjaciółką. – odpowiedział. Rita przytaknęła.
- Nie boisz się, że Potter jakimś cudem ocalał ? – zapytała wyczekując reakcji. Malfoy poszerzył uśmiech.
- Nie boję się. Jestem pewien, że nie usłyszmy już o tym gnojku. – oznajmił stanowczo. W tej samej chwili Jane wyszła z łazienki.
- Wyjdźcie, chcę się jeszcze przespać. – rzuciła i położyła się na łóżku, a Draco i Rita wyszli. Dziewczyna spała twardym snem. Nie poczuła nawet, kiedy Draco położył się koło niej i oplótł rękami jej talię. Sen zakłócił jej odgłos tłuczonego szkła. Otworzyła oczy, i spojrzała na zegar na ścianie. Dochodziła pierwsza w nocy. Na fragmencie podłogi, który był oświetlony przez światło księżyca wpadające przez okno, widać było szczątki porcelanowej wazy. Draco zamruczał coś przez sen i leżał dalej. Jane wyszła powoli z łóżka i natychmiast dostała mdłości. Kiedy w końcu jej przeszło, wyszła z łazienki na chwiejnych nogach. Wzięła różdżkę i odwróciła zaklęcie zmniejszające jej brzuch. Poczuła, jak jej nienarodzone dziecko rusza się energicznie. Uśmiechnęła się delikatnie, i już chciała wrócić do Malfoya, kiedy coś chwyciło ją mocno na ręce. Chciała krzyknąć, ale porywacz teleportował się. Po sekundzie poczuła pod gołymi stopami zimną i mokrą trawę.
- Hermiona ! – krzyknął ktoś. Dziewczyna z furią się odwróciła i już miała wrzasnąć, kiedy nagle…
- POTTER ????? Przecież cię zabiłam !!!
- Zdążyłem się teleportować. Na szczęście twój ojciec nie rzucił zaklęcia zakazującego teleportacji. – wyjaśnił Harry spokojnie. Jane nie zdążyła odpowiedzieć, bo Harry zatkał jej usta pocałunkiem. Dziewczyna na początku się broniła, ale potem oddała pocałunek. Gdy oderwali się od siebie, było wyraźnie widać, że Jane robi to z niechęcią.
- Harry… - wtuliła się w niego – Przepraszam… Ja nic nie pamiętałam… - chłopak pogładził ją po włosach.
- Teraz wszystko będzie dobrze…
- Nie będzie – powiedziała Jane twardo, odsuwając się od niego na długość ramion – Ty nic nie rozumiesz…
- Czego nie rozumiem ?
- Teraz mam na nazwisko Jane Riddle-Malfoy ! I noszę w sobie dziecko Dracona ! – wywrzaskiwała a jej ciałem wstrząsały łkania. Nagle stanęła wyprostowana jednym ruchem ocierając łzy – Zabierz mnie do wioski druidów ! – zawołała a w jej głosie słychać było panikę i rozkaz w jednym. Chłopak nie zadawał pytań, tylko od razu spełnił żądanie. Jane od razu, kiedy tylko zobaczyła, że jest na miejscu, pobiegła w stronę Kaplicy Apokalipsy. Weszła do środka. Nie wiedziała dlaczego poszła akurat tam, ale podświadomie czuła, że to właściwie miejsce. W środku wszystko wyglądało jak zrobione z kryształu. Mimo iż na zewnątrz było ciemno, w Kaplicy panował półmrok. Na samym środku na marmurowej kolumnie leżała czerwona książka. Jane podbiegła do niej i wzięła ją. Pod księgą leżała mała karteczka. Dziewczyna otworzyła ją i przeczytała na głos:
- „Ona wie, że pamiętasz. Zrób z niej użytek, i wykorzystaj. Twoje życie nie będzie takie, jak myślisz. Los całkowicie cię zaskoczy. Pamiętaj… Czekaj…” – w tym fragmencie tekstu pismo stało się całkowicie nieczytelne. Na samym dole w lewym rogu widniały trzy krople krwi. Jane nie miała pojęcia o co chodzi w tekście i kto jest autorem, więc po prostu schowała karteczkę do kieszeni. Wyszła z Kaplicy i wpadła wprost w ramiona Harry’ego. A przynajmniej tak jej się wydawało, bo gdy spojrzała w górę, ujrzała nie oczy Harry’ego, tylko ciemno zielone oczy Vanira. Chłopak uśmiechnął się i pomógł dziewczynie stanąć w pozycji pionowej. Jane odwzajemniła uśmiech z małym zakłopotaniem.
- Co tu robisz ? – zapytała, uparcie patrząc w bok. Vanir złapał ją za podbródek.
- To chyba ja powinienem zapytać ciebie co tu robisz… Wszyscy martwili się o ciebie i o… Pottera, kiedy zniknął. – nazwisko Harry’ego wymówił zniesmaczony. Przybliżył swoją twarz do twarzy Jane i pocałował ją. Jane była tak zaskoczona, że kompletnie się nie broniła. Zrozumiała co się dzieje, kiedy Vanir zaczął całować ją po szyi.
- Przestań ! – zawołała, i próbowała uwolnić się z uścisku, ale chłopak był za silny. Nie mogąc obronić się rękami kopnęła Vanira z całej siły w (cenzura =D). Chłopak zgiął się w pół z jękiem. Jane już chciała uciec, myśląc gorączkowo gdzie się podział ten cholerny Potter, kiedy nagle Vanir wyprostował się i złapał Jane za włosy, przyciągając ją z powrotem do siebie. Po opustoszałej wiosce rozległ się wrzask bólu.
- Istali Oire ! – ryknęła, a Vanir pospiesznie puścił jej włosy, które teraz płonęły żywym ogniem. Całe jej ciało paliło się.
- Nigdy…więcej…tego…nie rób ! – krzyknęła, akcentując każde słowo. W oddali zobaczyła szybko przybliżającą się ciemną sylwetkę człowieka. Rozpoznała Harry’ ego. Podbiegł bliżej i rzucił się na Vanira. Jane stała spokojnie i przyglądała się bójce. Wygrał Harry, ale był w niewiele lepszym stanie niż Vanir. Podczas walki dziewczyna przeglądała Księgę Żywiołów. Przerzucała kartki na chybił trafił. Zatrzymała się na samym środku i przeczytała:
- „…A po miesiącu będzie zdatny do użytku…” Miesiąc ? – zawołała ze zgrozą. Zatrzasnęła książkę – Harry, mógłbyś zabrać mnie z powrotem ? – chłopak otarł krew cieknącą mu z nosa i przytaknął. Przeniósł ją do jej komnaty. Harry spojrzał nienawistnie na Dracona śpiącego smacznie w łożu.
- Jak ja go nienawidzę… - warknął zaciskając pięści. Jane westchnęła głośno.
- Wróć za miesiąc. Tyle potrzeba na zrobienie tego miecza. – oznajmiła. Potter uśmiechnął się krzywo, pocałował Jane i deportował się. Ona w tym czasie weszła do łóżka i wtuliła się w ciało swego męża.
***
- Co z nią ???
- Wszystko dobrze…
- To dlaczego nie mogę jej zobaczyć ???
- Jest słaba, dopiero urodziła, proszę trochę…
- To moja żona ! Jeśli ty mnie nie wpuścisz, to sam tam wejdę !!! – Draco popchnął uzdrowiciela i wszedł do sali. Na białym łóżku leżała uśmiechnięta Jane. W rękach trzymała nowonarodzone niemowlę.
- Dziewczynka – oznajmiła pielęgniarka stojąca nieopodal.
- Jest bardzo podobna do ciebie – Draco usiadł na fotelu obok łóżka. Dziewczyna podała dziecko mężowi. Malfoy wziął maleństwo delikatnie i przyjrzał mu się. Dziewczynka była uderzająco podobna do matki. Draco nie mógł się nadziwić jak śliczne i bezbronne jest to dzieciątko. Oddał je matce i pocałował ją w czoło. Dziewczyna uśmiechnęła się i zasnęła zmęczona porodem. Pielęgniarka wyjęła niemowlę z jej rąk i wyszła z sali. Draco teleportował się do twierdzy. Voldemort nie mogąc iść do Św. Munga z oczywistych przyczyn, musiał zostać w zamku. Chodził w kółko podenerwowany. Draco opowiedział mu wszystko, i mężczyzna o gadziej twarzy trochę się uspokoił.
- Teraz zostaje tylko kwestia imienia dla mojej córki. – zakończył blondyn.
- To zostawmy Jane. Na pewno chciałaby nadać jej imię. – zadecydował Czarny Pan. Malfoy przytaknął.
***
Od narodzin dziecka minął już prawie miesiąc. Jane lada dzień spodziewała się przybycia Harry’ ego. Mała Lynnethe Malfoy (Jane dała dziewczynce imię po swojej matce) rosła na piękną i zdrową dziewczynę. Rita została matką chrzestną, a kuzyn Dracona, Davis ojcem chrzestnym. Dziś był dzień, kiedy Jane i Lynn miały otrzymać Mroczne Znaki na swoich ramionach. Młoda matka była szczęśliwa, że będzie mogła „oczyszczać” świat z mugoli razem z mężem, ojcem, najlepszą przyjaciółką i resztą Śmierciożerców. Tak przynajmniej myśleli wszyscy dookoła. W rzeczywistości Jane w tajemnicy tworzyła Miecz Żywiołów, który raz na zawsze unieszkodliwi Lorda Voldemorta. Zajmowała się mieczem w nocy, kiedy wszyscy spali. Po paru godzinach mordęgi padała wyczerpana na łóżku i zasypiała. Teraz Jane siedziała sama w swojej komnacie, karmiąc piersią maleńką Lynnethe. Dziewczyna spojrzała się na swoje dziecko, które po raz pierwszy otworzyło swoje oczy. Jane zastygła z przerażoną miną. Lynn miała oczy Harry’ ego ! Uderzająco zielone oczy były utkwione w twarzy swojej matki.
- Oni się nie mogą dowiedzieć, że to dziecko Harry’ ego… - rzuciła Jane gorączkowo – Muszę znaleźć zaklęcie zmieniające kolor oczu… - odłożyła delikatnie dziecko i złapała za księgi. Wtedy usłyszała pukanie.
- Jane ? Kochanie, już czas na… - Jane podbiegła do drzwi z różdżką i zapieczętowała je, po czym dotknęła klamki podgrzewając ją do białości. Draco złapał ją i puścił natychmiast z wrzaskiem. Zachwiał się i spadł ze schodów, a tym czasem jego żona wróciła do wertowania ksiąg. Ciszę przerwał jej łomot i ponowne walenie do drzwi. Tym razem za drzwiami stał jej ojciec.
- Jane Riddle-Malfoy, natychmiast masz wyjść ! – krzyczał. Do jego wrzasków dołączyły też krzyki jej męża. Jest ! Znalazła zaklęcie. Podeszła do Lynn i wypowiedziała je. Uśmiechnęła się. Stalowo-niebieskie oczy Dracona. Udało się. Wzięła dziewczynkę z powrotem na ręce i usiadła w fotelu.
- Bombarda ! – drzwi wyleciały z futryny. Pośród pyłu wyłoniło się dwóch mężczyzn. Voldemort i Draco patrzyli na nią podenerwowani. Jane uśmiechnęła się niewinnie i powiedziała wesoło:
- Spójrz Draco, ona ma twoje oczy !
***
Dwa dni później, piętnaście minut przed północą Harry i Jane spotkali się przed twierdzą. Harry’ emu towarzyszył Ron. Tej nocy była pełnia, ale Rudy od razu uprzedził, że tuż przed północą ucieknie do lasu. Jane trzymała w rękach długą, lśniącą klingę z jarzącymi się na czerwono słowami w mowie druidów.
- Muszę iść po Lynnethe. – oznajmiła Jane i ruszyła w stronę twierdzy, a za nią poszli Ron i Harry. Już prawie doszli do schodów prowadzących do komnaty Jane, kiedy nagle zza rogu wyszedł Voldemort w asyście swoich wiernych Śmierciożerców. Po lewej stronie Czarnego Pana stał Draco, a po prawej Rita, trzymająca Lynn. Voldemort patrzył się na Pottera nienawistnie. Jane podeszła trzy kroki bliżej.
- Dalej Hermiona ! Czas raz na zawsze to skończyć ! – zawołał Harry triumfalnie.
- Tak Harry. Masz rację. Trzeba to skończyć. – powiedziała Jane beznamiętnym głosem i odwróciła się. Mierzyła mieczem wprost w serce Harry’ ego. Na jego twarzy malowało się bezgraniczne zdziwienie
- Już dawno miałam ochotę to zrobić. Jesteś słaby Potter. Zdecydowanie ZA SŁABY dla mnie. Dałeś się nabrać. Myślałeś, że tamten pocałunek przywrócił mi pamięć ? Kiedy byłam w czwartym miesiącu ciąży, zaczęłam sobie wszystko przypominać. Siedziałam cicho przez ten czas, i w końcu zrozumiałam. Zrozumiałam, że kocham Dracona, że moje miejsce jest u boku ojca. Jesteś nikim. Żyjesz marzeniami i złudzeniami. – ciągnęła tym samym pozbawionym uczuć głosem. Nagle Ron zgiął się wpół. Zaczęła się jego przemiana. Po chwili przed nimi stał wielki wilkołak z rudym futrem. Odrzucił łeb i zawył. Jane myślała, że rzuci się na kogoś, ale on stał posłusznie w miejscu, patrząc na nią czerwonymi ślepiami z wyraźnym szacunkiem. Dziewczyna wyszczerzyła zęby w upiornym uśmiechu.
- Hermiona… - głos Harry’ ego drżał. Jane rzuciła się na niego z mieczem. Rozcięła mu brzuch, a na jej ręce trysnął strumień czerwonej, gorącej krwi. Wyciągnęła zakrwawione ostrze i przebiła nim głowę Pottera na wylot, celując w bliznę. Jednym ruchem Jane odcięła głowę od tułowia. Tłum Śmierciożerców patrzył spokojnie na zmasakrowane zwłoki chłopaka. Jane odsunęła się, patrząc na swoje dzieło. Ciało jej byłego chłopaka leżało skąpane w kałuży krwi. Z rozprutego brzucha wystawały kości i wnętrzności. Na ścianach widniała rozbryzgana we wszystkie strony czerwona krew. Pod stopami Jane leżała głowa Pottera. Dziewczyna złapała ją za włosy i podniosła na wysokość swoich oczu, po czym odrzuciła z obrzydzeniem. Wilkołak patrzył z głodem w oczach na zwłoki, oblizując kły. Jane skinęła głową na jego błagalne spojrzenie. Ron rzucił się na parujące wnętrzności. Młoda matka stanęła przy swoim mężu i uśmiechnęła się do swojego dumnego ojca.
- I jeszcze jedno – rzekła, mówiąc w stronę martwego Pottera, biorąc Lynn na ręce i uśmiechając się drapieżnie – Mam na imię Jane, a nie Hermiona.
*****************************
I tak oto skończyła się moja opowieść. Dziękuje wszystkim czytelnikom. Było mi bardzo miło czytać wszystkie wasze komentarze (nawet te negatywne). Po raz ostatni na tym blogu proszę o komenty =) Tych, którym podobało się moje opowiadanie, zapraszam na mojego nowego bloga www.zielonooka.blog4u.pl . Jest to opowiadanie o Lily Evans. Mam nadzieję, że tam też będziecie komentować. Pozdro ^_^
Głosuj (0)
Marta 30/09/2006 15:48:08 [
Powrót]
Napisz co o tym sądzisz
Hej! Fajny blog. wpadnij do mnie hermiona-teraz-riddle.blog.onet.pl
Anna Riddle 4/05/2012 13:13:55
| brak www IP: 46.113.229.197
Witaj!!Masz naprawde fajny blog.Przede wszystkim masz wene do pisania.Zapraszam cię na mój blog hermiona123.blog.onet.pl
Hermiona123 11/08/2007 17:56:24
| brak www IP: 83.18.25.198
hej :) fajnie piszesz... a ja zapraszam na mojego bloga:
nowe-inspiracje.bloog.pl
nowe-inspiracje 3/08/2007 21:23:44
| brak www IP: 213.155.191.242
Ale supcio wciągneło Mnieee BArdzoo :P :P ale szkoda,ze to Koniec :( :( bede sledzić kolejne opo :D :D heeh...xD nie mam nic ciekawego ale mam nadzieje,ze bedziesz wpadała do Mnie i komentowała :) :) :* Dodaje Ciebie do ulubionych =) =) NArazie niemam nic ciekawego ale musze poczekać aż nadejdzie Wena Twórcza :) buziacccki :*
Ewc!a 18/05/2007 16:07:50
| brak www IP: 83.3.12.98
Powstaje klub ludzi twórczych i wrażliwych, równiez piszących opowiadania. Chcesz to zajrzyj na www.emocjonalni-selfless.blog4u.pl
Creep 15/04/2007 03:06:43
| brak www IP: 82.146.245.185
Dodałam Cię do ulubionych. Czytałam twoje opowiadanie, zanim je skończyłaś. Teraz podzielę się nim z innymi.
Valentine 28/02/2007 18:06:38
| brak www IP: 89.78.81.30
ale fajnie... napisz cos jeszcze bo masz talet hehe mam cie w ulubionyc..;D
Grec 28/01/2007 17:41:28
| brak www IP: 83.11.255.72
cześć...jeśli będziesz miała czas i ochotę wpadnij na mojego bloga www.moniaa12.blog4u.pl pozdro :]
moniaa 22/01/2007 17:47:43
| brak www IP: 83.27.54.174
coooo ;o ;o ;o
no wiesz... czemu to skończyłaś ;(
hmm.. nie rozumiem, czemu ma na imie Jane a nie Hermiona? :>
pamietasz moj blog www.trzynastolatka.mblog.pl ? kiedys mi komentowalas tam hehe ;d
wadnij do mnie www.alcia-alcia-alcia.blog.onet.pl
pozdro ;*
Ala :] 16/12/2006 09:21:03
| brak www IP: 84.205.204.4
Witusiu - reaktywacja
Witusiu 3/12/2006 21:04:47
| brak www IP: 91.124.15.85
Podstrona:
*1* /
2 /
3 /
4
Lay by by
Lily only for Marta
Don't Copy!!!